...tak,to było w piątek-ten ostatni.KuŚtyk zaciągnął mnie i Stajnera na przystanek autobusowy,ponieważ mu nie chciało iść się samemu.

No i giet,śmialiśmy się wszyscy po drodze,tam na miejscu też nie brakowało rozrywki...

po chwili Atruditu zaalarmował,że po drugiej stronie sunie się Karpiu z Antonem haha to już było zabójcze z ich strony,oni czekali na 7 a my na 3

Wszystko fajnie,ale tylko do czasu! Stajnerowi wpadły klucze na dach od przystnku,a ja postanowiłam się tym zająć i podskoczyłam sięgając po nie....nieszczęśliwie się to skończyło dla mnie....

zgnieciona kość w palcu wskazującym <fuckerze> i werżnięty pierścionek w palec,aż do kości

Pierścionek był aż tak zgnieciony,że nie mogli mi go zdjąć...nie mówiąc już o wyciągnięciu go z ciała

musieli mi wszystko wycinać,a ring jest w sumie chyba do wyrzucenia

Mogło się to gorzej skończyć,jak mi poźnije powiedzieli,że mogli mi palca amputować,gdyby mi sie rozcieli ringa w porę.....o ku*** mogło być nieciekawie

i co ja bym zrobiła wtedy,przecież to siara bez jednego palca gdziekolwiek iść...NAWET NIE CHCĘ O TYM MYŚLEĆ

. W każdym bądź razie dziękuję Dami9anowi za szybką reakcję....viel dank mein freund

Teraz już czuję się lepiej,tylko troszkę wolniej piszę,palec się goi...widać jeszce rozcięcia i sinizne..ale już dochodzi do siebie,co mnie bardzo cieszy

Będzie dobrze....